Masz siły, chęci, energię…
Pukasz tu i tam…. Cisza….
Odpuszczasz..
W głowie pojawiają się jedynie takie myśli:
🧠 jestem do niczego
🧠 nic już przede mną
🧠 muszę wziąć cokolwiek, żeby mieć na życie
🧠mogłabym jeszcze tyle zrobić, ale nikt mnie już nie chce
Znasz to? Może znasz kogoś, kto tak ma?
Ja znam. To ja. Miałam 40 lat. Ponieważ w myśl zasady: jak się wali, to wszystko, rozpadła mi się w tym samym czasie rodzina i straciłam pracę.
Tak, brałam cokolwiek. Pracowałam na świetlicy, opiekowałam się dzieckiem. To była mega przyjemna praca, jestem pedagogiem z wykształcenia😎 Ale to nie była praca, którą ja wybrałam. To była deska ratunku na rachunki.
Nie czułam się w tym dobrze. Żyłam w poczuciu porażki, upadku na dno. Żyłam w poczuciu, że stałam się przezroczysta dla branży. W branży szkoleniowej, eventowej trzeba być młodym. No nie byłam 🤷♀️ Moją jedyną myślą było to, że następny krok to już kasa w sklepie.
Dziś mam 49 lat.
Niestety mam te same odczucia, co wtedy. Rynek jest dla młodych. Różnica jest taka, że przez ten czas rozwinęłam się, zmieniłam, nabrałam mocy. W firmie, dla której realizuję projekty, szef dziękuje mi za energię. No mam jej nadwyżkę🚀💃
Dziś widzę możliwości, szanse, rozwój. Złości mnie to deprecjonowanie ludzi dojrzałych za wiek. Nie za umiejętności itd. Za wiek.
Przygotowuję nowe projekty właśnie dla ludzi tak starych jak świat😉
Jeśli masz chęć zobaczyć, jak to robię, co robię i czy znajdziemy przestrzeń do wspólnych działań, to zapraszam.
Dobrego dnia, Ania💚


